Wyroiły się nam grzyby... Masa prawdziwków w lesie. Nie ma rady. Trzeba zbierać. A potem przetwarzać, bo ile można zjeść na bieżąco?
Część poszła do suszenia (i część części została potem zmielona na proszek).
Część się zamroziła
Część jakoś tak, powiedzmy, tradycyjnie zamarynowała w zalewie octowej.
A część zrobiłam w oliwie. Na sposób włoski - według przepisu Antonio Carluccia.
Najpierw trzeba grzyby przebrać, oczyścić, z grubsza pokroić.
W garnku zagotować ocet winny z wodą (2:1), dodać szczyptę soli, szczyptę cukru, pieprz w ziarnach, liść laurowy, czosnek.
Wrzucić do tego grzyby i przegotować około 12-15 minut.
Grzyby wyłowić i zostawić do obeschnięcia. To potrwa ze 3-4 godziny.
Teraz bierzemy wysterylizowany słoik.
Wlewamy trochę oliwy.
Wkładamy grzyby - dolewając oliwy wg potrzeby.
Mieszamy/utrząsamy, żeby wszystkie grzyby zostały przykryte oliwą.
Zamykamy szczelnie.
Według Carluccia grzyby wytrzymają (nieotwierane) przez 2 miesiące, a po otwarciu trzeba je zużyć w 3-4 dni.
PS
Proporcje na kilogram grzybów:
1 litr octu z białego wina
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
2 ząbki czosnku
oliwa
½ łyżeczki ziaren pieprzu
1 liść laurowy
1 kg grzybów leśnych
niedziela, 22 września 2013
Grzyby w oliwie
piątek, 28 września 2012
Czatnej z buraków
Przepis bardzo prosty, składniki niekłopotliwe...
Tylko ręce można sobie pokolorować ładnie ;)
(Na co jednak mogą pomóc np. rękawiczki jednorazowe.)
Teoretycznie powinien stać miesiąc - dwa.
Ale trochę się nie zmieściło do słoików...
I się spożyło na bieżąco. Też dobre ;)
450 g posiekanej cebuli
550 ml białego octu winnego
1400 g ugotowanego buraka, obranego i pokrojonego
2 łyżeczki soli
450 g jabłek (obranych, odogryzkowanych)
450 g cukru
- ugotować krótko posiekaną cebulę w niewielkiej ilości octu
- dodać resztę składników, gotować na małym ogniu, aż czatnej zgęstnieje
- przelać do gorących słoików, zakręcić
- odstawić na te 1-2 miesiące
czwartek, 8 października 2009
Konfiturowe jabłuszka
Obrodziła nam jabłonka jabłuszkami. Nie wiem, czy rajskimi. Małe, czerwone, podłużne. Bardziej podłużne od tych, które znałam jako rajskie. I łagodniejsze, mniej cierpkie.
wzięłam pół kilo jabłuszek
umyłam
ponakłuwałam każde igłą
wrzuciłam na 10 minut do gorącej wody
(nie powinna być wrząca)
ugotowałam syrop ze szklanki wody i pół kilograma cukru
i zalałam nim (wrzącym tym razem) jabłuszka
zostawiłam na noc
a następnego dnia kilka (naście?) razy zagotowywałam jabłuszka
dawałam im się chwile gotować
wyłączałam ogień
czekałam, aż ostygną
po jakimś czasie znów krótko gotowałam...
i tak aż się zrobiły szkliste a syrop niemal wyparował
wtedy przełożyłam do wyparzonych słoiczków
zakręciłam i voila!
Dwa nieduże słoki.
Słodkich kulek z ogonkami.
UPDATE
Rajskie jabłuszka, te prawdziwe:

poniedziałek, 21 września 2009
Ekspresowa zupa dyniowa
Kolejny jesienny kolor - pomarańczowy, dyniowy.
Zupa szybka, prosta, pyszna.
kawałek dyni obrać ze skóry, oddzielić pestki
pokroić w kostkę (raczej małą - to przyśpieszy gotowanie)
w garnku podgrzać odrobinę masła
wrzucić dynię
chwilę podsmażyć
doprawić gałką muszkatołową
zalać wodą - żeby tylko przykryła dynię
gotować, aż dynia zmięknie
a wtedy rozgnieść ją widelcem
(albo innym sprzętem)
zupę posolić, popieprzyć
dolać mleka do smaku
i podawać gorącą
Wciąga.
środa, 9 września 2009
Czerwień i biel
czyli upieczone buraki z białym, czosnkowym sosem
łagodne, jesienne
upiekłam buraki na blasze, pokrojone w pół-plastry, ale lepiej owinąć całe buraki w folię aluminiową i tak upiec. potem ostudzić, obrać, pokroić w plastry. zachowa się więcej soczystości. ale potrwa to dłużej
sos:
obciąć czubek główki czosnku i zawinąć w folię aluminiową
piec przez ok 45 minut (razem z burakami)
miękki miąższ czosnku wycisnąć z łupinek
dodać do śmietany z majonezem (pół na pół)
dodać śweży posiekany ząbek czosnku
przyprawić sokiem z cytryny, chilli, kuminem, odrobiną cukru
warto posypać posiekaną natką
(kolejny kolor, kolejny smak)
sobota, 17 listopada 2007
Zupa z kukurydzą
Kukurydza, lato, słońce...
Kukurydziane pola, labirynty...
Kaczor Donald ogryzający kukurydziane kolby...
Podstawa tradycyjna:
> wrzątek, kurkuma, tymianek
> marchewka (więcej niż zwykle) i pietruszka - pokrojone w plasterki, kumin
> chili, kawałek imbiru, kolendra, czarny pieprz, por, seler
> sos sojowy, sól
> kawałek kury z kością (2 podudzia)
> bazylia
Czas.
A potem puszka kukurydzy razem z zalewą.
Można wyjąć pora, selera, kurczaka, imbir.
I zabielenie śmietaną.
Efekt jest łagodny, lekko słodkawy.
piątek, 16 listopada 2007
Czosnek - wersja zdrowa i bezpieczna
Trzeba się bronić przed zakusami zimy - trzymać fason i zachować zdrowie. Kuracja poranno-czosnkowa trwa standardowo 3 dni. Wzmacnia. I jest bezpieczna społecznie :-)
Na patelence podgrzewam łyżkę oliwy.
Wrzucam zgnieciony ząbek czosnku.
Mieszam drewienkiem, aż się przyzłoci...
I szybko
> na kanapkę z białej bułki
> posmarowanej masłem
> obłożonej białym serem
Posolić, zjeść. Mniam.
poniedziałek, 12 listopada 2007
Zupa z dyni "przedszkolna"
Przyszło już kilka osób. K&M dzwonią jeszcze z miasta.
- Zupa z dyni? Ale bez mięsa? I z imbirem?
Trzy razy tak. Przyjechali.
Zwykła baza:
> wrzątek, kurkuma, tymianek
> marchewka - częściowo pokrojona w plasterki, pietruszka
> chili, kawałek imbiru, kolendra, czarny pieprz, por, seler
> sos sojowy, sól (z niecierpliwości również bezmięsna kostka bulionowa)
> majeranek, bazylia
(Czas płynie)
Osobno na oliwie posmażyły się (dość krótko):
> cebula i czosnek
> oraz pokrojona w kostki dynia
I zostały wrzucone do zupy.
(Znowu upływa sporo czasu)
Na koniec zupa została zabielona śmietaną. Można by zmiksować.
I podana - posypana hojnie natką pietruszki.
A do tego bagietka z masłem.
Zupa łagodna, "przedszkolna"...
Zupa listopadowa z soczewicą
Baza tradycyjnie:
> wrzątek, kurkuma (więcej), tymianek (mniej)
> pokrojone w plasterki marchewki i pietruszki
> czosnek, chili, kawałek imbiru, czarny pieprz, pokrojony w plasterki por i w kostkę seler
> sos sojowy, sól, majeranek, bazylia
Osobno na oliwę na patelni poleciała pomarańczowa soczewica (i trochę kuminu). Chwila smażenia, jak zaczęła zmieniać kolor - dolałam dwie chochle zaczątka zupy. Jak soczewica zaczęła mięknąć, powędrowała do głównego garnka zupowego.
Starłam też resztę dyni i dorzuciłam do zupy.
I pół szklanki wina, w którym przez kwadrans gotowały się goździki (wyłowiłam je w porę).
A potem czas, czas, czas... Nie od rzeczy byłoby zupę na koniec zmiksować.
Jest dość gęsta, brunatna i lekko słodkawa.